Leczenie infekcji koronawirusem pacjentów kardiologicznych

Na podstawie dostępnych danych z chińskiego Wuhan już dziś można stwierdzić, że koronawirus jest szczególnie niebezpieczny dla osób z chorobami sercowo – naczyniowymi. Ponieważ epidemia trwa jeszcze zbyt krótko, nie opracowano jeszcze zróżnicowanego leczenia pacjentów z chorobami współistniejącymi. Obecnie leczenie infekcji koronawirusem pacjentów kardiologicznych obejmuje standardową terapię kardiologiczną. Jednak wirus zagraża nie tylko starszym i chorym ludziom, ale również młodym i zdrowym.

Na niebezpieczeństwo dla serca nie tylko pacjentów kardiologicznych, ale również osób młodych i zdrowych zwraca uwagę prof. Adam Witkowski – Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Dyrektor Warsaw Course on Cardiovascvular Interventions. Profesor w ramach kampanii edukacyjnej „Pacjent ze Świadomością” prowadzonej przez Fundację Instytut Świadomości wspiera, podobnie jak inni najwybitniejsi przedstawiciele medycyny, rynku ochrony zdrowia i pacjentów, przekazywanie rzetelnych i istotnych w danym schorzeniu informacji.

Niepokojące dane z Wuhan

Z dotychczas dostępnych danych z Wuhan z Chin wynika, że różnego rodzaju choroby sercowo-naczyniowe były obecne:

  • w prawie 50 proc.  przypadków pacjentów, którzy zachorowali na COVID-19,
  • aż w 70 proc. u tych pacjentów, którzy zmarli.

Podobnie jest z nadciśnienie tętniczym, które stwierdzono u 30 proc. wszystkich pacjentów, którzy zachorowali na infekcję spowodowaną koronawirusem, natomiast aż u 48 proc. pacjentów, którzy nie przeżyli.

Chorzy, którzy mają choroby sercowo-naczyniowe, takie jak nadciśnienie tętnicze czy są po przebytym zawale lub mają cukrzycę są zdecydowanie bardziej narażeni na zgon z powodu koronawirusa niż pacjenci, którzy tych chorób nie mają.

Wirus jest nie tylko niebezpieczny dla pacjentów z chorobami współistniejącymi. Obserwacje wskazują również na to, że może nieodwracalnie uszkadzać serce u osób wcześniej zdrowych. 

Czynniki wpływające na przebieg infekcji koronawirusa

Zdaniem prof. Witkowskiego na ciężki przebieg infekcji koronawirusa składa się wiele czynników. Jednym z nich jest niewątpliwie wiek pacjentów. Osoby starsze, które z racji wieku mają gorsze funkcjonowanie układu immunologicznego, częściej również cierpią na choroby sercowo – naczyniowe. Drugim czynnikiem jest to, że sam wirus może atakować komórki serca, ponieważ receptory ACE2, przez które wirus wnika do komórek płuc, występują również w komórkach mięśnia sercowego, w komórkach nerek czy śródbłonka naczyń.

– Wirus SARS-Cov-2 może też uszkadzać komórki mięśnia sercowego przez powodowanie tzw. „sztormu cytokinowego” spowodowanego przez spaczoną odpowiedź limfocytów typu T-helper na infekcję. – tłumaczy profesor Witkowski.

To może wyjaśniać fakt, że chorzy sercowo-naczyniowi są bardziej podatni na infekcję wirusem COVID-19, ale również mogą mieć cięższy przebieg choroby. Na ich już uszkodzone serce dokłada się uszkodzenie komórek serca spowodowane wirusem. W związku z tym są pacjentami wyższego ryzyka zgonu. 

– Koronawirus powoduje, że komórki w sercu zaczynają obumierać i całe serce zaczyna coraz gorzej funkcjonować. Wiemy, że sama infekcja wirusem u osób, które nawet nie mają chorób sercowo-naczyniowych może spowodować takie uszkodzenie serca, że frakcja wyrzucania lewej komory bardzo spada i chorzy muszą być leczeni tak, jak w przebiegu ostrego zapalenia mięśnia sercowego, czyli muszą dostawać glikokortykosteroidy, immunoglobuliny, być na wspomaganiu krążenia, muszą dostawać leki, które wymuszają utrzymanie ciśnienia tętniczego. To, że COVID-19 uszkadza komórki mięśnia sercowego jest już niestety potwierdzone – wyjaśnia prof. Witkowski. 

Zagrożenie koronawirusem dla pacjentów sercowych jest podwójne. Chorzy sercowi ciężej przechodzą śródmiąższowe zapalenie płuc i częściej wymagają podłączenia do respiratora. Z drugiej strony niebezpieczny jest mechanizm bezpośredniego uszkadzania mięśnia sercowego przez wirusa, co w przypadku pacjentów kardiologicznych, zwłaszcza w starszym wieku, może skończyć się tragicznie. 

Wiek ma ogromne znaczenie. Wiemy, że śmiertelność u osób poniżej 50 roku życia z powodu infekcji koronawirusa to ok. 1 proc., a rośnie już do 1,5 proc. dla osób pow. 50 lat. Następnie wzrasta do 3,6 proc. dla osób pow. 60 lat i aż do 8 proc. u osób pow. lat 70 i tak dalej. Im wyższy wiek, tym większe ryzyko zgonu. – mówi prof. Witkowski. 

Ciężka niewydolność serca spowodowana koronawirusem u osób zdrowych

Koronawirus może spowodować ciężką niewydolność serca nawet u osób nie cierpiących w danym momencie na choroby sercowo-naczyniowe poprzez wniknięcie do komórek mięśnia sercowego przez receptory ACE2. Takie same receptory występują w komórkach pęcherzyków płucnych. Mechanizm infekcji i uszkodzenia organów jest więc taki sam. 

Ciężka niewydolność serca z powodu koronawirusa u osób zdrowych zdarza się stosunkowo rzadko, ale jest możliwa. Zdecydowanie częściej niewydolność serca występuje u chorych w zaawansowanym wieku, z nadciśnieniem tętniczym, po zawale serca lub z cukrzycą. Ciężki przebieg infekcji uszkadzający serce może też mieć podłoże genetyczne. – tłumaczy prof. Witkowski. 

Nie są znane jeszcze wszystkie zagrożenia dla poszczególnych grup pacjentów kardiologicznych związane z zakażeniem wirusem COVID-19. Wydaje się, że jedną z najbardziej zagrożonych grup pacjentów kardiologicznych mogą być chorzy na TNP (tętnicze nadciśnienie płucne).

– Na razie nie mamy potwierdzonych informacji, że TNP jest szczególnym czynnikiem ryzyka zgonu z powodu infekcji koronawirusem, ale logiczne jest, że ci pacjenci mogą być szczególnie narażeni na ciężki przebieg choroby COVID-19, ponieważ mają już uszkodzone serce z powodu pierwotnego nadciśnienia płucnego albo z powodu nadciśnienia płucnego, które jest wtórne do uszkodzenia mięśnia lewej komory serca, bo może być i tak i tak. – mówi prof. Witkowski. 

Leczenie infekcji koronawirusem pacjentów kardiologicznych

Epidemia trwa jeszcze zbyt krótko, żeby różnicować leczenie pacjentom z różnymi chorobami współistniejącymi. Fundacja Instytut Świadomości zwraca szczególną uwagę na konieczność uświadomienia pacjentów kardiologicznych nie tylko w zakresie zagrożeń, ale i również możliwości dedykowanego leczenia chorych sercowych już zakażonych wirusem. Obecnie nie ma specjalnych terapii przeznaczonych tym grupom pacjentów, są oni leczeni standardowo.

– Aktualnie nie ma dedykowanego pacjentom kardiologicznym leczenia w sytuacji zakażenia koronawirusem. Przez jakiś czas mówiło się, że niebezpieczne może być stosowanie u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym lub niewydolnością serca inhibitorów enzymu konwertującego angiotensynę (ACE), który jest homologiem receptora ACE2. Leki blokujące ten enzym hamują konwersję angiotensyny 2 w angiotensynę 1, ale na razie nie mamy potwierdzenia, że ich stosowanie, podobnie jak stosowanie bezpośrednich blokerów angiotensyny, może być szkodliwe u pacjentów z COVID-19. Obecnie zalecenia wszystkich towarzystw naukowych są takie, aby u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym kontynuować standardową terapię kardiologiczną, ponieważ odstawienie podstawowych leków w nadciśnieniu tętniczym mogłoby być bardziej niebezpieczne dla pacjenta niż infekcja koronawirusem, stąd należy je stosować cały czas. – podkreśla prof. Witkowski. 

Profesor uważa, że jedyną oczywistą zmianą w obecnej sytuacji w leczeniu pacjentów kardiologicznych jest to, że chorego z potwierdzonym koronawirusem, a nawet przebywającego na kwarantannie należy od razu, w przypadku stwierdzenia zaostrzenia objawów choroby kardiologicznej, kierować do szpitala jednoimiennego, czyli zakaźnego, i tam kontynuować lub zintensyfikować terapię kardiologiczną.

Źródło: Fundacja Instytut Świadomości w ramach projektu “Pacjent ze Świadomością”